Pisałam co 4 dni, a teraz 3 tygodnie przerwy.
Czuję się lepiej, żywiej i jestem z tego powodu szczęśliwa.
Nie, nie! Nie ozdrowiałam, bywają poranne spadki, ale mniej uciążliwe. Kto wie, może wiosna, może trochę sportu, może zejście z dawki paroksetyny na 15 mg, może przejście na dietę...
Dam znać jak to się będzie układało, ale już sam fakt że nie piszę, znaczy że chwilowo nie walczę w demonami.
Pozdrawiam w ten wiosenny czas.

Każdy krok do przodu jest krokiem w dobrym kierunku. Życzę Ci, abyś Tam podążała.
OdpowiedzUsuńDziękuje, choć kroków wstecz, stania w miejscu pewnie jeszcze dużo będzie.
OdpowiedzUsuńCześć mam na imię Klaudia i trafiłam pod ten adres przypadkiem z forum na temat meteopatii, z wpisów wywnioskowałam że również te dolegliwości nie są Ci obce. Również zmagam się z depresją lękową i nerwicą o silnym podłożu emocjonalnym. Od dłuższego czasu zabieram się do stworzenia bloga podobnego do Twojego gdzie będę mogla dzielić się swoimi przemyśleniami. Póki co to ukojenie znajduję w książkach. Pozdrawiam klaudia-czyta.blogspot.com
OdpowiedzUsuńCześć Klaudio, Oj zmiany pogodny nie raz traktowały mnie jak laleczkę woodoo. Nie zauważyłam jednak stałych prawidłowości (konkretne ciśnienie, temperatura ect)
OdpowiedzUsuńja również ale nie pamiętam dnia żeby było ok chyba nie pozostaje mi nic innego jak sie do tego przyzwyczaić i działać pomimo
OdpowiedzUsuńTak, trzeba szukać pozytywów. Działać, aż chmury zaczną się rozstępować.
OdpowiedzUsuń