Ostatnie 3 lata były ciężkie,
Dużo zmieniło się od czasu wybuchu SYNDROMU ODSTAWIENNEGO
Ponieważ to bardzo skomplikowane zainteresowanych odsyłam na stronę www.survivingantidepressants.com
Niestety cześć z nas nie toleruje tych leków lub się od nich uzależnia. Znane w Polce techniki odstawiania leków SSRI są dalekie od tych których wymagają takie wrażliwe osoby jak ja.
Na szczęście istnieje społeczność, która pomaga w powolnym odstawianiu leków psychiatrycznych.
Ponieważ za szybko zeszłam z leków, później zostałam na nie przywrócona co zaskutkowało reakcją paradoksalną, a następnie ponownie jeszcze szybciej zostały one odstawione.
Wpadłam w tzw PRZEDŁUżONY SYNDROM ODSTAWIENNY.
Do tego mam rozlegulowaną histaminę (moje DAO wynosi 3).
W epicentrum tego chaosu zostałam również zdiagnozowana jako nieszczęśliwa posiadaczka Boreliozy i bartonelli (obie mogą dawać objawy z psychiki)
Od 2017 roku nie udało mi się wrócić do zdrowia.
Mam objawy z praktycznie każdego układu w ciele.
Moja droga w Stronę Słońca potrzebuje autoterapii wiec wróciłam do pisania.
Moja droga w stronę Słońca
Zmagania z boreliozą, bartonellą, licznymi nietolerancjami oraz aktywacją komórek tucznych MCAS
wtorek, 9 czerwca 2020
piątek, 12 maja 2017
Moi PRZYJACIELE- to dalej trwa.
Jesteśmy razem już tyle czasu, choć osobiście Was nie znam.
Mój nawrót trwa już 1,5 miesiąca.
Jak widać żyję. Jednak szczerze mówiąc jest mi ciężko.
Schemat ten sam. Jak tylko wziełam leki pogorszenie i panika. Od tego czasu zaczeły się natrętne mysli.
Ogrom negatywnych myśli wręcz mnie poraża. Kaliber ich nateżenia również.
MYŚLI: pamiętajcie o 5 zasadach zdrowego myślenia (mówię to będąc w stanie okrutnym)
Głównie obawa o mój stan. Obawa, że leki mi szkodzą. Moje reakcje na leki są zwykle związne z mocnym pogorszeniem. Chyba stres pourazowy po sertralinie.
Niezdrowe Przekonanie: LEKI SĄ SZKODLIWE,
Zdrowe przekonanie: LEKI POMOGŁY WIELU LUDZIOM, POMOGĄ I MI.
Martwię się że nie będę mogła mieć upragnionego dziecka.
Niezdrowe Przekonanie: Jestem chora i to jest przeciwskazaniem do posiadania potomstwa.
Zdrowe przekonananie: WIELE KOBIET MAJĄCYCH MOJE DOLEGLIWOŚCI RODZI ZDROWE DZIECI
W końcu jestem w związku w którym chciałam być, a szalenie boję się, że mój stan przyczyni się do zakończenia relacji. Parner powiedział, że przejdziemy przez to, ale wiem, że nie zna SIŁY TEGO i że szybko miną mu chęci.
Niezdrowe przekonanie: NIE POWINNAM SOBĄ NIKOGO OBCIĄŻAĆ, NIE ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ, KAŻDY MNIE PORZUCA
Zdrowe przekonanie: ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ, ZASŁUGUJĘ NA WSPARCIE,
Uczucie, że tracisz wszystko. Nie czekasz na tango, przestajesz cwiczyć, nie spisz, boisz się co z pracą, co z ukochanym, boisz się rodziny, która się odsuwa. Matka krzyczy do Ciebie, "weż się kurwa za jakąs robotę to Ci przejdzie" Drugiego dnia tuli i mówi że bedzie dobrze. Tu akurat wiem, że to jej choroba i chce dla mnie dobrze, ale zwyczajnie się boję jej złego wpływu na moje zdrowie.
Niezdrowe przekonanie: Tracisz wszystko i zostaniesz zdana na ludzi, którzy będą się nad tobą znęcali.
Zdrowe przekonanie: MINĄŁ MIESIĄC I JEDNAK NIE STRACIŁAŚ NICZEGO, TO MINIE, MOŻE WARTO UWIERZYĆ, ŻE DASZ RADĘ.
Pojawiły się natretne myśli i bezsenność, panika, depresja. Wszystko na raz. Ze stanu zdrowego obrót o 360 stopni, w dniu przyjecia leków.
Jak to możliwe? Dlaczego własnie u mnie.
ZACHOWANIA:
dwa razy byłam u mojego psychiatry-
1) raz gdy wracaliśmy na paro & triticco.
Nasilenie objawów i bezsenność dalej utrzymująca się. Gdzie bylo grane benzo przez 3 tygodnie. Hymm nie było lepiej,
2) wymyślił że tym razem ketrel 150, nie zgodziłam się. Wziełam by się przekonać raz 75 mg, ale nasilenie myśli natretnych, smutku i postępującego złego samopoczucia mnie skutecznie zniechęciły. Neuroleptyki są znane z wielu dużych efektów ubocznych. Do tego na spotkaniu pomylił się mnie z jakąś pacjentką, która przyjmował w szpitalu. Super
Patrzcie dwie sytuacje powyżej były bardzo stresujące.
3) Znalazlam w internecie polecaną panią doktor- miałam dać szanse paro, dojść do 30 mg i zobaczyć czy będzie odbicie. Nie było. Smutek porażał, niechęć zdominowała najprostrze czynności, a w z tym wszystkim, nie miałam siły na nic wiecej. Doktor stwierdziła że dałam jej wystarczająco czasu.
4) Zapisałam się na akupunkturę. Nie jest to tania metoda, w sumie pierwsza seria (10 zabiegów) 1000 zł plus dojazdy, ale cóż zdrowie jest najważniejsze. Problem nie wiem co robić z lekami, a nie chcę sobie zaszkodzić. Skonsultowałam się z lekarką, powiedziała by zejsć do 10 mg paro i tak do końca zabiegów. Chyba tak uczynię. Obecnie zeszlam z 30 na 20.
Tutaj mam jednak dylemat- nie jestem pewna czy lekarz wie jak odstawiać i czy odstawiać moje leki.
Po pierwszym zabiegu spalam dłuzej niż zwykle, na drugi dzień czulam spokój. W sumie to własnie dziś. :-P
5) Chodzę do pracy
6) Byłam na weselu w górach/ 400 km :-P
7) Z tym całym bagażem bylam nad jeziorem
8) Na targu sniadaniowym
9) Nie chce spedzać czasu z innymi teraz, nie mam siły na mój sport i tango, jak tylko będzie jakieś polepszenie od razu wracam do nich, ale na ten moment robię to co mogę.
10) Robię afirmacje
Mój nawrót trwa już 1,5 miesiąca.
Jak widać żyję. Jednak szczerze mówiąc jest mi ciężko.
Schemat ten sam. Jak tylko wziełam leki pogorszenie i panika. Od tego czasu zaczeły się natrętne mysli.
Ogrom negatywnych myśli wręcz mnie poraża. Kaliber ich nateżenia również.
MYŚLI: pamiętajcie o 5 zasadach zdrowego myślenia (mówię to będąc w stanie okrutnym)
Głównie obawa o mój stan. Obawa, że leki mi szkodzą. Moje reakcje na leki są zwykle związne z mocnym pogorszeniem. Chyba stres pourazowy po sertralinie.
Niezdrowe Przekonanie: LEKI SĄ SZKODLIWE,
Zdrowe przekonanie: LEKI POMOGŁY WIELU LUDZIOM, POMOGĄ I MI.
Martwię się że nie będę mogła mieć upragnionego dziecka.
Niezdrowe Przekonanie: Jestem chora i to jest przeciwskazaniem do posiadania potomstwa.
Zdrowe przekonananie: WIELE KOBIET MAJĄCYCH MOJE DOLEGLIWOŚCI RODZI ZDROWE DZIECI
W końcu jestem w związku w którym chciałam być, a szalenie boję się, że mój stan przyczyni się do zakończenia relacji. Parner powiedział, że przejdziemy przez to, ale wiem, że nie zna SIŁY TEGO i że szybko miną mu chęci.
Niezdrowe przekonanie: NIE POWINNAM SOBĄ NIKOGO OBCIĄŻAĆ, NIE ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ, KAŻDY MNIE PORZUCA
Zdrowe przekonanie: ZASŁUGUJĘ NA MIŁOŚĆ, ZASŁUGUJĘ NA WSPARCIE,
Uczucie, że tracisz wszystko. Nie czekasz na tango, przestajesz cwiczyć, nie spisz, boisz się co z pracą, co z ukochanym, boisz się rodziny, która się odsuwa. Matka krzyczy do Ciebie, "weż się kurwa za jakąs robotę to Ci przejdzie" Drugiego dnia tuli i mówi że bedzie dobrze. Tu akurat wiem, że to jej choroba i chce dla mnie dobrze, ale zwyczajnie się boję jej złego wpływu na moje zdrowie.
Niezdrowe przekonanie: Tracisz wszystko i zostaniesz zdana na ludzi, którzy będą się nad tobą znęcali.
Zdrowe przekonanie: MINĄŁ MIESIĄC I JEDNAK NIE STRACIŁAŚ NICZEGO, TO MINIE, MOŻE WARTO UWIERZYĆ, ŻE DASZ RADĘ.
Pojawiły się natretne myśli i bezsenność, panika, depresja. Wszystko na raz. Ze stanu zdrowego obrót o 360 stopni, w dniu przyjecia leków.
Jak to możliwe? Dlaczego własnie u mnie.
ZACHOWANIA:
dwa razy byłam u mojego psychiatry-
1) raz gdy wracaliśmy na paro & triticco.
Nasilenie objawów i bezsenność dalej utrzymująca się. Gdzie bylo grane benzo przez 3 tygodnie. Hymm nie było lepiej,
2) wymyślił że tym razem ketrel 150, nie zgodziłam się. Wziełam by się przekonać raz 75 mg, ale nasilenie myśli natretnych, smutku i postępującego złego samopoczucia mnie skutecznie zniechęciły. Neuroleptyki są znane z wielu dużych efektów ubocznych. Do tego na spotkaniu pomylił się mnie z jakąś pacjentką, która przyjmował w szpitalu. Super
Patrzcie dwie sytuacje powyżej były bardzo stresujące.
3) Znalazlam w internecie polecaną panią doktor- miałam dać szanse paro, dojść do 30 mg i zobaczyć czy będzie odbicie. Nie było. Smutek porażał, niechęć zdominowała najprostrze czynności, a w z tym wszystkim, nie miałam siły na nic wiecej. Doktor stwierdziła że dałam jej wystarczająco czasu.
4) Zapisałam się na akupunkturę. Nie jest to tania metoda, w sumie pierwsza seria (10 zabiegów) 1000 zł plus dojazdy, ale cóż zdrowie jest najważniejsze. Problem nie wiem co robić z lekami, a nie chcę sobie zaszkodzić. Skonsultowałam się z lekarką, powiedziała by zejsć do 10 mg paro i tak do końca zabiegów. Chyba tak uczynię. Obecnie zeszlam z 30 na 20.
Tutaj mam jednak dylemat- nie jestem pewna czy lekarz wie jak odstawiać i czy odstawiać moje leki.
Po pierwszym zabiegu spalam dłuzej niż zwykle, na drugi dzień czulam spokój. W sumie to własnie dziś. :-P
5) Chodzę do pracy
6) Byłam na weselu w górach/ 400 km :-P
7) Z tym całym bagażem bylam nad jeziorem
8) Na targu sniadaniowym
9) Nie chce spedzać czasu z innymi teraz, nie mam siły na mój sport i tango, jak tylko będzie jakieś polepszenie od razu wracam do nich, ale na ten moment robię to co mogę.
10) Robię afirmacje
wtorek, 18 kwietnia 2017
3 TYDZIEŃ NA PARO
Jeju już zapomniałam jaką mnogość skutków ubocznych można obserwować wprowadzajac lek.
Oczywiście jak to u mnie wprowadzenie leku spowodowało pogorszenie:
natrętne myśli
powrót do palenia
lęki
besenność
stany depresyjne
Oto mój pakiet wejście na paro drugi raz.
Cudnie? A i owszem.
Co dalej? Czekam, aż zadziała. Jeżdżac nieprzytomna do pracy, utrzymując cudowny w związek (wyjaśnij osobie która zaburzeń nie ma, że masz dość życia i nerwicy- lepiej nie)
Doktorek jak to doktorek przepisał na 3 tyg benzo regularnie, ze względu na moje perypetie przy wprowadzaniu czegokolwiek.
Na noc Trittico - działa średnio na razie.
Najgorsze to utrzymać się w swoim życiu i nie wypaść z pracy i zwiazku.
Zadanie to przetrwać. Każdy kolejny dzień przetrwać.
Mały wpis. Dziś mam psycholog, ah biada bo już obie się cieszyłyśmy na moje wyjście na prostą. Czuję sie jak przegrana, bo ogrom pracy jaki wykonałam był niewątpliwie szczególnym wysiłkiem.
Od psychologiczno terapeutycznej strony- czuję że wiem już kim jestem i czego chcę.
Od lękowo depresyjnej- tak jakby ktoś zdecydował, że moja nowa lepsza wizja samej siebie musi zostać poddana kolejnej próbie.
ZAKRĘTÓW przeszlam już wiele, rozstanie z toksycznym parnerem, budowanie wszystkiego od nowa i na koniec mamy POCZĄTEK. Wrowadzam lek, który kiedyś już wprowadzałam. Wrecz właczyl mi się zespół stresu pourazowego w zwiazku z tym, że głęboko w środku nie chcę leków, a doświadczenia z pogranicza piekła przy prowadzaniu pierwszego leku zostawiły wyryty głeboko ślad.
Trzymajcie, proszę trzymajcie kciuki.
To niesprawiedliwe, ludzie mają trudniejsze życie, cięższe problemy, a psychika im pomaga.
Patrząc na moje życie, aż niemożliwe że tak własnie się stało.
Jak powiedzieć komuś, że nie daje rady choć nie mam wielkich problemów. Ludzie bez zaburzeń nie zrozumieją.
Oczywiście jak to u mnie wprowadzenie leku spowodowało pogorszenie:
natrętne myśli
powrót do palenia
lęki
besenność
stany depresyjne
Oto mój pakiet wejście na paro drugi raz.
Cudnie? A i owszem.
Co dalej? Czekam, aż zadziała. Jeżdżac nieprzytomna do pracy, utrzymując cudowny w związek (wyjaśnij osobie która zaburzeń nie ma, że masz dość życia i nerwicy- lepiej nie)
Doktorek jak to doktorek przepisał na 3 tyg benzo regularnie, ze względu na moje perypetie przy wprowadzaniu czegokolwiek.
Na noc Trittico - działa średnio na razie.
Najgorsze to utrzymać się w swoim życiu i nie wypaść z pracy i zwiazku.
Zadanie to przetrwać. Każdy kolejny dzień przetrwać.
Mały wpis. Dziś mam psycholog, ah biada bo już obie się cieszyłyśmy na moje wyjście na prostą. Czuję sie jak przegrana, bo ogrom pracy jaki wykonałam był niewątpliwie szczególnym wysiłkiem.
Od psychologiczno terapeutycznej strony- czuję że wiem już kim jestem i czego chcę.
Od lękowo depresyjnej- tak jakby ktoś zdecydował, że moja nowa lepsza wizja samej siebie musi zostać poddana kolejnej próbie.
ZAKRĘTÓW przeszlam już wiele, rozstanie z toksycznym parnerem, budowanie wszystkiego od nowa i na koniec mamy POCZĄTEK. Wrowadzam lek, który kiedyś już wprowadzałam. Wrecz właczyl mi się zespół stresu pourazowego w zwiazku z tym, że głęboko w środku nie chcę leków, a doświadczenia z pogranicza piekła przy prowadzaniu pierwszego leku zostawiły wyryty głeboko ślad.
Trzymajcie, proszę trzymajcie kciuki.
To niesprawiedliwe, ludzie mają trudniejsze życie, cięższe problemy, a psychika im pomaga.
Patrząc na moje życie, aż niemożliwe że tak własnie się stało.
Jak powiedzieć komuś, że nie daje rady choć nie mam wielkich problemów. Ludzie bez zaburzeń nie zrozumieją.
środa, 12 kwietnia 2017
NAWRÓT czyli wracam na paroksetynę i znowu podejdę do odstawiania
Cóż trochę z paniki, ale zdecydowałam się wrócić na paroksetynę.
Kilka dni bezsennych i lękowo depresyjnych dało o sobie znać. OSZZZ ta pora roku zawsze wszelkie tąpnięcia dzieją się w marcu i trwają.
Cóż nie jest lekko. Wystraszyłam się co niemiara i wręcz spirala nakręcania się nie miała końca.
Wprowadzanie od nowa leków to pogorszenie o czym zapomniałam, a mam okazję zasmakować znowu i jest to całkiem okrutne.
Do dolegliwości dolączyla dziwna bezsenność i trwa trochę zbyt długo. Jest wiec powód do zmartwień, bo niewyspanie jest męczarnią, a Ty musisz iść do pracy.
Wczoraj byłam na spotkaniu z nowym lekarzem od bezsenności, będziemy próbować z nią się uporać. Jakoś paroksetyna zwykła być sennym lekiem, a tu takie chece.
Do tego mam przepisany clonozepam na okres wyciszenia i jak zawsze obawiam się że benzodiazepina mnie uzależni.
Tak ogólnie to teraz nie ma rzeczy której się nie obawiam. Tak wygląda pogorszenie. Przychodzi z nienacka i jest bezwzględnę. Uderza lękowo, depresyjnie oraz natrętnymi myślami.
Tak, ale to też pewna strona nerwicy o której chciałam Wam powiedzieć. Pewnie nie ja jedna z tym się spotkałam i mimo pelnej wiary, że poradziłam sobie z większoscią problemów razem z teraputką i moją blogową autoterapią okazało się, że znowu muszę przyowdziać zbroję, wziąć miecz i toczyć tę nierówną walkę.
Jednak wiecie, że moj cel jest tylko jednem. Wyzdrowieć i do tego będę dalej dażyła.
Póki co wyślijcie mi trochę wsparcia, gdyż teraz to ja go potrzebuję.
Obiecuję oddać z nawiązką.
Kilka dni bezsennych i lękowo depresyjnych dało o sobie znać. OSZZZ ta pora roku zawsze wszelkie tąpnięcia dzieją się w marcu i trwają.
Cóż nie jest lekko. Wystraszyłam się co niemiara i wręcz spirala nakręcania się nie miała końca.
Wprowadzanie od nowa leków to pogorszenie o czym zapomniałam, a mam okazję zasmakować znowu i jest to całkiem okrutne.
Do dolegliwości dolączyla dziwna bezsenność i trwa trochę zbyt długo. Jest wiec powód do zmartwień, bo niewyspanie jest męczarnią, a Ty musisz iść do pracy.
Wczoraj byłam na spotkaniu z nowym lekarzem od bezsenności, będziemy próbować z nią się uporać. Jakoś paroksetyna zwykła być sennym lekiem, a tu takie chece.
Do tego mam przepisany clonozepam na okres wyciszenia i jak zawsze obawiam się że benzodiazepina mnie uzależni.
Tak ogólnie to teraz nie ma rzeczy której się nie obawiam. Tak wygląda pogorszenie. Przychodzi z nienacka i jest bezwzględnę. Uderza lękowo, depresyjnie oraz natrętnymi myślami.
Tak, ale to też pewna strona nerwicy o której chciałam Wam powiedzieć. Pewnie nie ja jedna z tym się spotkałam i mimo pelnej wiary, że poradziłam sobie z większoscią problemów razem z teraputką i moją blogową autoterapią okazało się, że znowu muszę przyowdziać zbroję, wziąć miecz i toczyć tę nierówną walkę.
Jednak wiecie, że moj cel jest tylko jednem. Wyzdrowieć i do tego będę dalej dażyła.
Póki co wyślijcie mi trochę wsparcia, gdyż teraz to ja go potrzebuję.
Obiecuję oddać z nawiązką.
wtorek, 14 marca 2017
MAŁA ISTOTA w ciele dorosłego, czas wyjść z ukrycia ;-)
Zdecydowana większość ludzi wychowała się w wybrakowanych emocjonalnie domach. Były to różne braki: czasu, uczuć, stabilności czasem miłość i wtedy w naszym systemie utworzył się dość wadliwy program, mający kilka upierdliwych dysfukcji!
Problem z budowniem więzi
Nasza pierwsza więź jest szablonem wdg którego poruszamy się później.Czytam i widzę co powinnam była dostać od kochających i wspierających rodziców i jakie uczucia się pojawiają? Proste. ŻAL, poczucie niesprawiedliwości, etykieta, atfuuu!!! Super to oznacza że szczęśliwe życie należy do szcześliwców, a pechowcy mają pecha. Odkryli Amerykę!
Zawsze denerwowały mnie umoralniające artykuły, które głosiły tą oczywistość. Przecież wiem, ale co mam zrobić, gdy mechanizm obezwładnia i wpędza mnie spiralę obaw i lęku odtwarzaną od tak wielu lat? Pojawia się relacja i wpadam w obłędną potrzebę uczynienia jej tą idealną i mimo świadomości, że każdy zasługuje na miłość próbuje zrobić wszystko by zasłużyć. Dobrze, że co jakiś czas świadomość podszeptuje spójrz to sie dzieje, zmień to! To własnie Moi drodzy te momenty, gdy możemy wprowadzać poprawki. Pochłonęła Cię nowa relacja i lecisz jak chomik w swojej krecącej sie kuli. Tak nowa relacja! Ta będzie już najlepsza! Tej nie spierniczę, ale muszę zrobić wszystko by się udało. To moje żyć albo nie żyć. Jeśli widzisz w tym siebie to masz problem. Z tym podejściem zakrecisz historyczne koło i wylądujesz w sklepie zoologicznym kupując nową chomiczą kulę i tak for ever. Widzicie się w tym? Ja nie.
Co zrobić? Zdejmij kulę z mechanizmu i pozwól sobie na obserwację co stanie się, gdy przestaniesz kontrolować te relacje. Pozwól sobie popelnić błąd, pokazać sie ze słabszej strony i powiedz o tym czego się boisz to bycie autentycznym pozwoli Ci być szczęśliwą. Wyjdź z koła i sobie odpocznij, okazuje się że nie musisz sie katować dla miłości- ona jest tam głęboko w Tobie. Odkrywaj ją przez rozwój swoich pasji, przez medytację, ćwiczenia oddechowe, czytanie ulubionej książki, wdzięczność, akceptację innych, a wtedy zobaczysz świat piękny i przyjazny. To bedzie długi proces, ale czy nie warto? Myślę, że mam jakieś 20 % osiągnięć na tej płaszczyźnie i tyle jeszcze przedemną, ale efekty tcyh 20 % są już tak silne, że wiem że idę w słuszym kierunku.
Tak ja też się boję wychodzić z koła- ale to co tam widzimy to jedynie fikcja stabilności, bo dla miłości nie trzeba biegać w żadnym mechaniźmie. Wystarczy być i kochać siebie, choć to zdaje się tą najtrudniejszą częścią to jedyna właściwa droga do szczęścia.
Wyjdź z koła i jeśli na twoich oczach wszystko sie rozpadnie odetchnij z ulgą, a niedlugo zobaczysz coś pieknego w tym miejscu.
Cwiczenie 1
Jesteś zmęczona robieniem czegoś by się przypodobać. Nie rób już tego wiecej
Nasz dziecięca inteligencja emocjonalna i jej dojrzewanie.
Tutaj polecam wydrukować sobie rodzaje uczuć i emocji. Wierzcie mi nie rozpoznajemy ich i dlatego tak sie boimi, bo coś sie z nami dzieje, a my nie wiemy co to. Tylko to coś to nie zagrożenie tylko natrualne w świecie ludzkim uczucia. Każdy ma prawo czuć się źle, dobrze, spanikować, wzruszyc się, posmutnieć, mieć wątpliwości. TAK, kazdy.Stąd spójrzcie jak bardzo boimy się czyiść wątpliwości: co by się stało gdyby bliska Wam osoba miała obawy o przyszłość waszego związku? Panika? Przecież Wy również je miewacie. Nie chodzi tylko o ten przykład. Tego jest bardzo dużo. Czasem przeraża nas to że zaczynamy czuć szczeście lub pożadanie- hymmm oswoicie swoje emocje, zobaczcie je w pełnej palecie i nie wypierajcie tych nieprzyjemnych one też o czymś mówią, tylko pozwalając im na pojawienie się bedziecie mieli mozliwość wpłynięcia na nie.
Dziecko uczy się rozumieć swoje emocje poprzez obserwację swoich rodziców.
ASERTYWNOŚĆ
Ważne jest również by mieć swoją przestrzeń i granice, których inni nie powinni przekraczać. Niekochani w dzieciństwie dorośli nie tylko nie dostrzegają tych granic, ale także traktują je jako oznakę odrzucenia. Stąd rodzic z problemem, często narusza naszą przestrzeń.
Powinniśmy ją chronić i szanować samego siebie. To pomoże nam oraz naszym bliskim by uzdrowić mechanizmy współuzaleźnienia,
Wspomniane wyzej zapisy to wytlumaczenie mechnizmów, które powinniśmy złamać. Tzn nad tym trzeba pracować, ale nie tylko przez analizę tego co się dzieje wkoło. Trzeba ponosić ryzyko i ustawiać swoje granice, a wtedy zrozumie się że odrzucenie jest tylko pozorną barierą. Największe odrzucenie dokonuje się gdy nie dopuszczasz do głosu własnych potrzeb.
piątek, 24 lutego 2017
WSPÓŁUZALEŻNIENIE jak to wygląda? Niefajnie. CWICZENIA :-)
WSPÓŁUZALEŻNIENIE to też uzależnienie!
Moje objawiało się kompulsywnymi zakupami, huśtawkami emocjonalnymi, dawnym paleniem papierosów, miałam też okres większego spożycia alkoholu. O uzależnieniu od ludzi nie wspomnę.
Od partnerów, od rodziców dysfunkcyjnych, ho ho ho. Nazbierało się tego.
To mechanizm. Bardzo podstępny mechanizm.
Zaczęło się dawno temu. Z powodu dysfunkcji w Waszym domku doszło do skupienia uwagi całej rodziny na "ratowaniu". Ratowaliśmy się wszyscy.
Paleta dysfunkcji jest obszerna, zazwyczaj ratujemy innych PONIEWAŻ dotyka ich:
Alkoholizm (rodziców, rodzeństwa)
Choroba ( chroniczna, emocjonalna )
Ryzykowane przedsięwzięcia, brak stabilizacji
Inne uzależnienia
Problemy z pracą
Neurotyczność
Narcyzm
ect.
Problem mimo uwagi rodziny nie znikał. Pojawiło się uczucie bezradności, ale mimo wszystko wszyscy starali się ratować sytuację, bo w naszej świadomości budowało się latami przekonanie, że szczęście uzależnionego lub chorego to też nasze szczęście. Powstał cel- uleczyć sytuację. Miało to nam dać zdrowie.
Zdrowie uzależnionego= Nasze Szczęście
I zaczęło się. Tłumaczenie, skupianie na nim uwagi, ratowanie, besztanie, płacz, bezsilność i coraz większa wiara, że od tego zależymy my sami. Odwrotnie proporcjonalnie on też widział, że od UZALEŻNIACZA zależy on sam. I tak właśnie wszyscy staliśmy się jedną masą wspólnie splątanych oczekiwań i idących za tym zawodów.
Myślę, że lista moich żali do rodziców, rodzeństwa jest wręcz niekończona. Nie trzeba jej rozpisywać i analizować. Oni też pewnie mają listę antyLena. To naturalne, że w naszej dysfunkcji zaczęliśmy się kiedyś zapętlać. Nierealne oczekiwania zrodziły toksyczne emocje, które lekką strużką drążyły nasze osobowości, by z impetem rozbroić całą konstrukcję.
Ja? Co kierowało moim życiem?
Muszę ratować rodziców, bo jak już staną na nogi, w końcu będę mogła normalnie żyć.
Skoro od początku do teraz (czyli 30 lat) nie udało im się żyć stabilnie, oznacza to że moment, którego tak wyczekiwałam nigdy nie nadejdzie.
Rodzice wiedzieli, że mogą nas prosić o przysługi i przyzwyczaili się, że to jest wręcz naszym obowiązkiem. Doszło do sytuacji, że tata kilka razy w tygodniu dzwonił z prośbami o pożyczki, przysługi i ratowanie jego wielkiej mości. Mama mu oczywiście w tym akompaniowała dumnie wygłaszając, że tyle im w życiu zawdzięczamy. Relacja zaczęła bazować tylko na poczuciu winy, obowiązku i powinności, kto chciałby się w tym miejscu znaleźć?
Jego fałszywy obraz działa do tej pory. Ostatnio rozmawiając z nim o jakiejś sprawie. Nawiązał do zdarzenia z pół życia wstecz i to też odebranego przez zakrzywiony obraz jego własnego schorowanego ego. Po co? By wzbudzić moje emocje. Miałam wtedy studniówkę, poznałam wspaniałego chłopaka, który wziął mnie na bal, ale chciał to uczynić w sposób szarmancki i przedstawić się moim rodzicom. Niestety zamknięto mu przed oczami drzwi, ależ mi bylo wstyd. To był mój dzień! Po czym następnego dnia usłyszałam, ze jestem niewdzięcznym dzieckiem, gdyż pomyślałam o sobie, gdy tata ciężko chorował. Tak był wtedy chory. Jednak już wtedy wszystko kręciło się wokoło jego biznesów, samopoczucia i nastrojów. Stąd sama sobie starałam uczynić mój wyjątkowy dzień wielkim. Jak się dalej okazało chłopak już sie nie odezwał (to wyglądało naprawdę słabo, gdy nie odpowiedział dzień dobry zamykając drzwi), a ja zostałam z wstydem i budowałam poczucie, że nie zasługuje na uwagę. Dodatkowo, ze skupianie uwagi na sobie jest złe. Dalej już szło jak zwykle. W momentach kiedy kolejny rok z rzędu nie dostawałam prezentu na urodziny, bo "akurat nie było pieniędzy". Później chodziłam za nimi żebrząc o niego :-). Oj, człowiek nawet nie myśli, ze takie rzeczy budują nasze ja. Oczywiście moje pierwsze zarobione pieniądze trzeba było im pożyczyć, gdzie jak się domyślacie zwrotów nie było :-P. I tak latami prosiłam się o zwrot którejś z wielu pożyczek. Skończyło się tym, że nigdy ich nie widziałam.
Spotkania znajomych i stałe podkreślanie, ze biedni rodziciele nie mogą na nas liczyć. Stalo się już tradycją, że jak było jakieś spotkanie rodzinne lub bliskich. Rodzicie prezentowali ich ciężki los, w którym poświęcali się niewdzięcznym dzieciom. Gdzie każdy wie, że jedno dziecko zgodziło sie otworzyć firmę na siebie (zadłużyć na 70 tys) i wciąż jest dzieckiem niewdzięcznym, a dwójka innych stale spelniała ich prośby.To nie miało znaczenia. Byliśmy niewystarczająco dobrzy.
Dlaczego tak bardzo chciałam ich wsparcia? Gdyż nie wierzyłam, że sama mogę zapewnić sobie opiekę i zadbać o swoje potrzeby. Pomaganie im chroniło mnie przed wzięciem odpowiedzialności na własne barki. Ciężko się z tego wyplątać, gdyż ten schemat powstawał latami i oczywiście moje uzależnienie od nich pogłębiało się. W momencie w którym zorientowałam się, że żyje w niezdrowych relacjach miałam już nerwicę. Na szczęście wszystko idzie już w dobrym kierunku. Osobowość nabrała kształtu, a zaufanie do własnych osądów wzrosło.Teraz wiem, że:
miałam prawo do celebrowania swojej studniówki i pełnej uwagi
do zwracania uwagi na moje urodziny
do zatrzymania pierwszych zarobionych pieniędzy
do dodecnienia mnie za fakt bycia
do miłości za sam fakt że jestem (nie powinnam była na nią sobię zasłużyć)
Prawdę mówiąc pisząc ten wpis rozdrapałam coś co powinnam już zamknąć, ale zrobiłam to by opisać bardzo chory mechanizm współuzależnienia, który jest niewiarygodnie niszczący dla wszystkich jego członków. Trzeba szybko przeciąć te liny zależności. Jeśli chcecie popracować w tym temacie polecam społeczności Al anon, terapie współuzależnień lub DDA. Ewentualnie pomocna będzie również praca z psychologiem. Jak wiec wyjść z współuzależnienia? Trzeba uświadomić sobie, że nie odpowiadamy za nałóg, chorobę bądź dysfunkcje tej osoby. Bez względu na to ile siebie poświęcimy, nie wpłyniemy w ten sposób na drugą osobę, a często nawet zatrzymamy ją w uzależnieniu zdejmując z niej odpowiedzialność. Osoba cierpiąca na współuzależnienie, musi wiedzieć też o tym, że problem przechodzi na inne osoby, a szczególnie łatwo wciąga w to dzieci, powodując tym, że problem niszczy życie kolejnego pokolenia. Dzieci widzą zachowania współuzależnionego rodzica i uczą się tak funkcjonować. Tym o to sposobem 3 wspaniałe osoby (ja i moje rodzeństwo) staliśmy się wymęczonymi, schorowanymi duszami, zamiast ten wspaniały potencjał wykorzystać. Nic straconego, on nadal w nas jest. :-))))))
Ja już im wybaczyłam i to co robią widzę bez filtrów korygujących. Kiedyś to wypierałam, czciłam ich wspaniałość i doszukiwałam się problemu w sobie. Nie znaczy, ze mnie to teraz nie dotyka, ale wiem już że nie mam na to wpływu. Odpuszczam wiec kontrolę i zdejmuję moją odpowiedzialność.
Wiem, że ciepiąc na współuzależnienie chcemy pomóc. Chcemy w końcu objąć kontrolą to przerażającą przestrzeń problemu. Chcąc zdrowia uzależnionego musimy zrozumieć, że pomaganie to nie ściąganie odpowiedzialności z osoby dysfunkcyjnej. To zabrzmi brutalnie, ale tuszując wybryki, stwarzamy dogodne warunki do tkwienia w nałogu. Dopiero gdy się wycofamy, swoje własne potrzeby uczynimy priorytetem, dopiero wtedy pozwolimy by ta osoba mogła coś pojąć. Nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za to co się dzieje u tej osoby. ŻADNEJ.
Wiedzmy, że większość z nas w większym lub mniejszym stopniu doświadczyła zaniedbań w domach rodzinnych. Nie czujmy się przytłoczeni, że mamy teraz bagaż nie do zdjęcia. Uznajmy, że to motywacja. Uwaga i miłość do samego siebie to nasz cel by dusza już nigdy nie musiała błądzić i cierpieć. Będzie ciężko, ale efekt będzie zwieńczeniem naszej trudnej drogi.
ĆWICZENIE:
Na kartce należy wypisać kilka sytuacji, w których zostaliśmy poproszeni o przysługę i zgodziliśmy się ją spełnić, choć nie chieliśmy. Potem do każdej z tych sytuacji trzeba dopisać nasze odczucia:
Co zyskaliśmy i co straciliśmy spełniając prośbę, oraz co by się stało, gdybyśmy jej nie spełnili.
Możliwe, że zauważysz, że określone myśli powodują przesunięcie jednej, lub kilku określonych granic. Jednak potem być może występuje stopniowe ich naruszanie, co z kolei prowadzi do natrętnych myśli, nasilenia objawów i w konsekwencji – kolejnego kryzysu.
Moje objawiało się kompulsywnymi zakupami, huśtawkami emocjonalnymi, dawnym paleniem papierosów, miałam też okres większego spożycia alkoholu. O uzależnieniu od ludzi nie wspomnę.
Od partnerów, od rodziców dysfunkcyjnych, ho ho ho. Nazbierało się tego.
To mechanizm. Bardzo podstępny mechanizm.
Zaczęło się dawno temu. Z powodu dysfunkcji w Waszym domku doszło do skupienia uwagi całej rodziny na "ratowaniu". Ratowaliśmy się wszyscy.
Paleta dysfunkcji jest obszerna, zazwyczaj ratujemy innych PONIEWAŻ dotyka ich:
Alkoholizm (rodziców, rodzeństwa)
Choroba ( chroniczna, emocjonalna )
Ryzykowane przedsięwzięcia, brak stabilizacji
Inne uzależnienia
Problemy z pracą
Neurotyczność
Narcyzm
ect.
Problem mimo uwagi rodziny nie znikał. Pojawiło się uczucie bezradności, ale mimo wszystko wszyscy starali się ratować sytuację, bo w naszej świadomości budowało się latami przekonanie, że szczęście uzależnionego lub chorego to też nasze szczęście. Powstał cel- uleczyć sytuację. Miało to nam dać zdrowie.
Zdrowie uzależnionego= Nasze Szczęście
I zaczęło się. Tłumaczenie, skupianie na nim uwagi, ratowanie, besztanie, płacz, bezsilność i coraz większa wiara, że od tego zależymy my sami. Odwrotnie proporcjonalnie on też widział, że od UZALEŻNIACZA zależy on sam. I tak właśnie wszyscy staliśmy się jedną masą wspólnie splątanych oczekiwań i idących za tym zawodów.
Myślę, że lista moich żali do rodziców, rodzeństwa jest wręcz niekończona. Nie trzeba jej rozpisywać i analizować. Oni też pewnie mają listę antyLena. To naturalne, że w naszej dysfunkcji zaczęliśmy się kiedyś zapętlać. Nierealne oczekiwania zrodziły toksyczne emocje, które lekką strużką drążyły nasze osobowości, by z impetem rozbroić całą konstrukcję.
Ja? Co kierowało moim życiem?
Muszę ratować rodziców, bo jak już staną na nogi, w końcu będę mogła normalnie żyć.
Skoro od początku do teraz (czyli 30 lat) nie udało im się żyć stabilnie, oznacza to że moment, którego tak wyczekiwałam nigdy nie nadejdzie.
Rodzice wiedzieli, że mogą nas prosić o przysługi i przyzwyczaili się, że to jest wręcz naszym obowiązkiem. Doszło do sytuacji, że tata kilka razy w tygodniu dzwonił z prośbami o pożyczki, przysługi i ratowanie jego wielkiej mości. Mama mu oczywiście w tym akompaniowała dumnie wygłaszając, że tyle im w życiu zawdzięczamy. Relacja zaczęła bazować tylko na poczuciu winy, obowiązku i powinności, kto chciałby się w tym miejscu znaleźć?
Jego fałszywy obraz działa do tej pory. Ostatnio rozmawiając z nim o jakiejś sprawie. Nawiązał do zdarzenia z pół życia wstecz i to też odebranego przez zakrzywiony obraz jego własnego schorowanego ego. Po co? By wzbudzić moje emocje. Miałam wtedy studniówkę, poznałam wspaniałego chłopaka, który wziął mnie na bal, ale chciał to uczynić w sposób szarmancki i przedstawić się moim rodzicom. Niestety zamknięto mu przed oczami drzwi, ależ mi bylo wstyd. To był mój dzień! Po czym następnego dnia usłyszałam, ze jestem niewdzięcznym dzieckiem, gdyż pomyślałam o sobie, gdy tata ciężko chorował. Tak był wtedy chory. Jednak już wtedy wszystko kręciło się wokoło jego biznesów, samopoczucia i nastrojów. Stąd sama sobie starałam uczynić mój wyjątkowy dzień wielkim. Jak się dalej okazało chłopak już sie nie odezwał (to wyglądało naprawdę słabo, gdy nie odpowiedział dzień dobry zamykając drzwi), a ja zostałam z wstydem i budowałam poczucie, że nie zasługuje na uwagę. Dodatkowo, ze skupianie uwagi na sobie jest złe. Dalej już szło jak zwykle. W momentach kiedy kolejny rok z rzędu nie dostawałam prezentu na urodziny, bo "akurat nie było pieniędzy". Później chodziłam za nimi żebrząc o niego :-). Oj, człowiek nawet nie myśli, ze takie rzeczy budują nasze ja. Oczywiście moje pierwsze zarobione pieniądze trzeba było im pożyczyć, gdzie jak się domyślacie zwrotów nie było :-P. I tak latami prosiłam się o zwrot którejś z wielu pożyczek. Skończyło się tym, że nigdy ich nie widziałam.
Spotkania znajomych i stałe podkreślanie, ze biedni rodziciele nie mogą na nas liczyć. Stalo się już tradycją, że jak było jakieś spotkanie rodzinne lub bliskich. Rodzicie prezentowali ich ciężki los, w którym poświęcali się niewdzięcznym dzieciom. Gdzie każdy wie, że jedno dziecko zgodziło sie otworzyć firmę na siebie (zadłużyć na 70 tys) i wciąż jest dzieckiem niewdzięcznym, a dwójka innych stale spelniała ich prośby.To nie miało znaczenia. Byliśmy niewystarczająco dobrzy.
Dlaczego tak bardzo chciałam ich wsparcia? Gdyż nie wierzyłam, że sama mogę zapewnić sobie opiekę i zadbać o swoje potrzeby. Pomaganie im chroniło mnie przed wzięciem odpowiedzialności na własne barki. Ciężko się z tego wyplątać, gdyż ten schemat powstawał latami i oczywiście moje uzależnienie od nich pogłębiało się. W momencie w którym zorientowałam się, że żyje w niezdrowych relacjach miałam już nerwicę. Na szczęście wszystko idzie już w dobrym kierunku. Osobowość nabrała kształtu, a zaufanie do własnych osądów wzrosło.Teraz wiem, że:
miałam prawo do celebrowania swojej studniówki i pełnej uwagi
do zwracania uwagi na moje urodziny
do zatrzymania pierwszych zarobionych pieniędzy
do dodecnienia mnie za fakt bycia
do miłości za sam fakt że jestem (nie powinnam była na nią sobię zasłużyć)
Prawdę mówiąc pisząc ten wpis rozdrapałam coś co powinnam już zamknąć, ale zrobiłam to by opisać bardzo chory mechanizm współuzależnienia, który jest niewiarygodnie niszczący dla wszystkich jego członków. Trzeba szybko przeciąć te liny zależności. Jeśli chcecie popracować w tym temacie polecam społeczności Al anon, terapie współuzależnień lub DDA. Ewentualnie pomocna będzie również praca z psychologiem. Jak wiec wyjść z współuzależnienia? Trzeba uświadomić sobie, że nie odpowiadamy za nałóg, chorobę bądź dysfunkcje tej osoby. Bez względu na to ile siebie poświęcimy, nie wpłyniemy w ten sposób na drugą osobę, a często nawet zatrzymamy ją w uzależnieniu zdejmując z niej odpowiedzialność. Osoba cierpiąca na współuzależnienie, musi wiedzieć też o tym, że problem przechodzi na inne osoby, a szczególnie łatwo wciąga w to dzieci, powodując tym, że problem niszczy życie kolejnego pokolenia. Dzieci widzą zachowania współuzależnionego rodzica i uczą się tak funkcjonować. Tym o to sposobem 3 wspaniałe osoby (ja i moje rodzeństwo) staliśmy się wymęczonymi, schorowanymi duszami, zamiast ten wspaniały potencjał wykorzystać. Nic straconego, on nadal w nas jest. :-))))))
Ja już im wybaczyłam i to co robią widzę bez filtrów korygujących. Kiedyś to wypierałam, czciłam ich wspaniałość i doszukiwałam się problemu w sobie. Nie znaczy, ze mnie to teraz nie dotyka, ale wiem już że nie mam na to wpływu. Odpuszczam wiec kontrolę i zdejmuję moją odpowiedzialność.
Wiem, że ciepiąc na współuzależnienie chcemy pomóc. Chcemy w końcu objąć kontrolą to przerażającą przestrzeń problemu. Chcąc zdrowia uzależnionego musimy zrozumieć, że pomaganie to nie ściąganie odpowiedzialności z osoby dysfunkcyjnej. To zabrzmi brutalnie, ale tuszując wybryki, stwarzamy dogodne warunki do tkwienia w nałogu. Dopiero gdy się wycofamy, swoje własne potrzeby uczynimy priorytetem, dopiero wtedy pozwolimy by ta osoba mogła coś pojąć. Nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za to co się dzieje u tej osoby. ŻADNEJ.
Wiedzmy, że większość z nas w większym lub mniejszym stopniu doświadczyła zaniedbań w domach rodzinnych. Nie czujmy się przytłoczeni, że mamy teraz bagaż nie do zdjęcia. Uznajmy, że to motywacja. Uwaga i miłość do samego siebie to nasz cel by dusza już nigdy nie musiała błądzić i cierpieć. Będzie ciężko, ale efekt będzie zwieńczeniem naszej trudnej drogi.
ĆWICZENIE:
Na kartce należy wypisać kilka sytuacji, w których zostaliśmy poproszeni o przysługę i zgodziliśmy się ją spełnić, choć nie chieliśmy. Potem do każdej z tych sytuacji trzeba dopisać nasze odczucia:
Co zyskaliśmy i co straciliśmy spełniając prośbę, oraz co by się stało, gdybyśmy jej nie spełnili.
1. Spójrz jakie myśli i uczucia pojawiają sie gdy przesuwasz własne granice dalej niż planowałeś?
Czy są to myśli typu? muszę to zrobić inaczej odrzuci mnie, lub uzna mnie za niewdzieczną, złą
powinnam pomóc bo jestem córką, jeśli teraz nie pomogę to jak znowu upadnę zostawią mnie
Jak niedługą staną na nogi to mi pomogą (nie staneli od 30 lat)
Uczucia: strach, niepokój, powinność, smutek, obrzydzenie, złosć, niemoc,
2. Za każdym razem, kiedy pojawi się dana myśl, zaznacz to wraz z określeniem, której granicy to dotyczy.
Wczęśniej sprawdź jakie są granice, które są w Twoim przypadku przekraczane.
Moje to:
Narzucenie obowiązku opieki nad rodzicem. Pożyczanie pieniędzy i proszenie sie o zwrot.
Manipulacja emocjonalna- mechanizm poczucia winy, powinności, wymuszanie
Naruszanie mojej przestrzeni- pranie w moim pokoju, branie moich rzeczy, wchodzenie bez pukania,
o róznych porach,
Objawy choroby mamy- ataki wściekłości i nieuzasadnione wybuchy
3. Po kilku dniach wypełniania Tabeli przyjrzyj się, które myśli „poszerzające” Twoje granice występują najczęściej. Z dużym prawdopodobieństwem są to przekonania, które pozwalając na przekraczanie Twoich granic w konsekwencji stają się przyczynami objawów, o których mowa w ćwiczeniu zatytułowanym „Barometr naruszania granic”.
Refleksja
Wykonując to ćwiczenie po pewnym czasie granice, których być może nie dostrzegasz staną się dla Ciebie widoczne, nauczysz się je rozpoznawać już po objawach, a także utrwalisz je, określając, na ile i z których możesz zrezygnować w bezpieczny dla Ciebie sposób. Zauważysz również, co Tobą kieruje, kiedy zgadzasz się na to, by po raz kolejny Twój partner je przekroczył. Można zauważyć, czy występuje jakaś cykliczność i jakie ponosisz koszty przypływów i odpływów.
Możliwe, że zauważysz, że określone myśli powodują przesunięcie jednej, lub kilku określonych granic. Jednak potem być może występuje stopniowe ich naruszanie, co z kolei prowadzi do natrętnych myśli, nasilenia objawów i w konsekwencji – kolejnego kryzysu.
czwartek, 16 lutego 2017
WYSZŁAM Z TOKSYCZNEGO ZWIĄZKU- wspomnienia i podsumowanie CZEŚĆ PIERWSZA- JAK W TO WESZŁAM?
Koniec mojej gehenny zaczął się na całego rok temu. To nie był koniec związku, te związki się nie kończą w konkretnym momencie. Wchodzi się tj w proces KOŃCZENIA. Dzięki nerwicy i depresji nie poszłam dalej, nie urodziłam mu dzieci, ani nie zgodziłam się na ślub. Jednak jeśli na myśl Wam przyjdzie, by tłumaczyć swoje pozostanie w relacji posiadniem potomstwa, ślubu i nieruchomości (to mechnizm moje drogie- waszej samozagłady- tłumaczenie sobie czemu pozostaje tam gdzie umieracie) to spórzcie na całość. Ja byłam już w depresji i nerwicy, wiec kolejny emcojonalny stres mógł mnie dosłownie unicestwić. Jednak nie było nic do stracenia- a życie w cierpieniu to śmierć długa, bolesna i bezsensowana! Tonęłam w poczuciu winy, że coś musi być ze mną nie tak, skoro nie chcę z nim być. Nie miałam zdrowej świadomości tego co dzieje sie ze mną od kilku lat. Wszystko przez tą bardzo podstępną i niezdrową relację w którą weszłam, mimo znaków ostrzegawczych, które pojawiały się już na początku.
Zacznę jednak od POCZĄTKÓW.
Byłam młoda i nowy partner zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Miał świetne wykształcenie, dobrze rokującą pracę, był wysoki, dobrze zbudowany i z poczuciem humoru. Ja jeszcze nie pracowałam, kończyłam studia, a tu taki Autorytet zwrócił na mnie uwagę. WOW.
Ufność to moja cecha dominująca i nawet on jej nie zniszczył.
Nie jest to zła cecha, ale niestety łatwo stać się ofiarą wyrachowanego działania. Nie wspomnę, ze idealnie spasowałam się z DDA, ah, nieuświadomionym. Jednak czego można było się spodziewać po osobie wychowanej przez matke z DDA? Właśnie tego :-)
Podstawowe cechy osoby DDA i jej dzieci to branie odpowiedzialności za wszystko na siebie (jak również zrzucanie na innych w niemocy poradzenia sobie z jej ciężarem) , duża nieufność do świata oraz niezdolność odczytywania i przeżywania własnych uczuć (brak zaufania do własnej osoby i własnych sądów).
Jak sie zaczynają toksyczne związki?
1. Zwykle zaczynasz widzieć w partnerze Wybawce, Autorytet i nadajesz mu nadludzkie wartości.
Wręcz perfekcyjnie wypierasz wszelkie jego wady, a nawet fakty, które wskazują na to, że czekają Cię problemy.
Oczywiście, każdy widzi świat przez różowe okulary na początku znajomości. Jednak wierzcie mi, mechanizm zdrowej osoby nie jest aż tak selektywny jak nasz. Nie nasza wina, całe życie wypieraliśmy toksyczność zachowań własnego rodzica, skąd mamy umieć obronić się przed następnym niezdrowym egzemplarzem w naszym życiu?
Po pierwsze na początek trzeba nazwać rzeczy po imieniu we własnym dzieciństwie. Tak, byłam wiele razy ofiarą manipulacji emocjonalnej i niekiedy przemocy jaką stosowało dwóch najbliższych mi wtedy ludzi. Moich własnych rodziców.
2. W każdej emocji partnera widzisz własną sprawczość, wręcz winę. Jesteś odpowiedzialna za wszystko co sie dzieje. Strasz sie kontrolować, by tym razem wszystko poszło dobrze.
Tak odpowiadałaś za emocje rodziców za dzieciaka, to teraz odpowiadasz za cały świat. Prosta droga do nikąd. Odpowiadasz tylko za siebie. Jeśli ktoś nie radzi sobie z emocjami pozwól mu wziąć za nie odpowiedzialność. Baaa! Nawet ja sobie nie radziłam, ale musiałam ten ogrom ciężkich emocji przerobić. Wzięłam odpowiedzialność. Dla każdego to jedyna droga, by czuć się wolnym i znaleźć odpowiedzi na dręczące nas pytania.
3. Wszystko byleby tylko mnie nie ODRZUCIŁ. Klasyczny, wręcz paniczny lęk przed odrzuceniem.
Nie ważne czy kochasz, czy Ci się podoba, czy imponują Ci jego wartości. To wszystko jest nie ważne, najważniejsze by nie zostawił Cię. Wszak wmówiłaś sobie, że żyjesz dzięki mężczyźnie z którym jesteś bez względu na to czy go kochasz, czy on kocha Ciebie, czy doświadczasz przemocy, czy milion innych rzeczy.
Wyjścia są w zasadzie 3 z czego od razu mówię, że tą ostatnią odrzucicie przez uwielbienie do komplikacji życia.
* wejdziesz w związek z osobą toksyczną i cały czas, nieraz lata będziesz starała się by Cie nie odrzucił- później to juz nawet nie bedziesz wiedziała o co się tak starasz i jak się nazywasz. Będziesz tylko wiedziała, że Cię już nie ma, a i tak udaje Ci sie znikać bardziej i bardziej.
<Przeszłam i nie polecam>
PS.1< cudem przeszłam i większość kobiet z tego nie wychodzi! wiec tym bardziej nie polecam!>
PS.2-< jeśli jesteś w takim związku pewnie sobie myślisz "u mnie to jeszcze nie jest aż tak toksycznie, w zasadzie to sporo winy leży we mnie" ho ho to znak potwierdzający wielkie kłopoty w których się znalazłaś. >
*wejdziesz w zwiazek z osobą, której nie bedziesz kochała lub z którą będziesz nieszcześliwa. Na początku bedziesz dążyć do tego by poczuć pewność, że Cię nie opuści, gdy trafisz równie pogubioną duszę zobaczysz, że jesteś dla niej "przetrwaniem", "żyć albo nie żyć", a taka odpowiedzialność jest ponad siły większości ludzi. Miłość to wybór, a nie uzależnienie.
*poznasz kogoś o niesamowitej empatii i inteligencji emocjonalnej, który pomoże Ci wyplątać się z zawiłości własnego sytemu postrzegania. Okaże Ci szacunek i zrozumienie oraz obdaży bezwarunkową milością. <3
Oh marzenie, ale cóż tak się zwykle nie dzieje, a nawet jeśli zdarzy Wam sie to szczeście i tak musicie przejść emocjonalną terapię by potrafić takie uczucie przyjąć. Zwykle z góry zakładamy, ze każdy nowy osobnik będzie naszym Wybawicielem, a tak naprawdę to my mamy stać się własnymi Zbawcami.
Wiem wiem. Trudno opuścić fantazję z Pretty Women, Kopciuszka i innych romantycznych dzieł kinematografii, lecz warto to zrobić. Jednak jeśli w jej miejsce ma wejść ta o nas zdolnych do wyjścia z każdej opresji, potrafiących zadbać o swoje potrzeby, rozwijających się i pełnych pasji to zdecydowanie lepsza opcja na prawdziwe życie.
4. Nie słuchasz intuicji.
Niemal z uporem maniaka tworzysz alternatywną rzeczywistość, której nie ma.
Przykład:
Moj poprzedni 9 letni związek:
1) Czułam, że coś jest nie tak. (pół roku pozniej okazało się że mieszkał jeszcze ze swoją ex- jak zaczynaliśmy nasz zwiazek)
2) Zabawa w jednorękiego bandytę nie jawiła mi się jako hazard.
3) Sączenie piwa lub drinków dowodziła, że jest rozrywkowy.
4) Nie wspomnę o tym, że kompletnie nie zwróciłam uwagi na to,że nie liczy się z moim zdaniem, że jest daleko emocjonalnie.
5. Nagle całe inny świat przestaje istnieć.
Znajomi na bok, zainteresowania na bok (lub nagle interesujesz sie tym czym on), liczy się tylko on. Moje drogie Panie (i Panowie), nasz świat jest nam niezmiernie potrzebny, by być sobą. Tak, trudne to. Szczególnie, że w dzieciństwie nie wyrobiliśmy silnej osobowości, a teraz wszystko co z nami nie związane zdaje się być fajniejsze i lepsze, ale to już nasza praca do odrobienia. Odnajdźmy się teraz, powoli próbujmy nowych rzeczy i zwracajmy uwagę na własne odczucia, wsłuchujmy się w siebie, twórzmy wyraźny obraz własnego ja.
6. Oczekujesz wynagrodzenia za krzywdy dziecka.
Partner winny Ci jest dać miłość bezwarunkową jakiej nie dostałaś jako mała istota. NIE! To nie zadanie nowego partnera.
BA! Jak któryś Ci obieca na początku całkowite oddanie, miłość bezgraniczną i uzna Cię za anioła, który pojawił się w jego umęczonym świecie- WIEJ! toksyczni panowie jak nikt potrafią obiecać złote góry z których kiedyś będziesz spadać nieskończenie.
7. Masz obsesje kontroli.
Chcesz tak ułożyć związek, emocje swoje i jego, żeby tym razem w końcu był happy end. Jeśli pragniesz happy end'u zakończ kontrolę. Puść liny, niech wszystko ułoży się naturalnie, niech dobre zostanie, a zle odejdzie. Poprzez kontrolę nawet nie zauważysz jak wplątasz się w chory związek, miłość to nie uzależnienie (siebie od kogoś- kogoś od siebie) - to wybór.
8. Robisz wszystko by zasłużyć na miłość.
Kochana zasługujesz na nią już teraz, jesli musisz coś robić by tak było oznacza to, że te uczucie nie stało nawet troche obok miłości. Pozwól sobie na prawdę, by nie wejść z uporem maniaka w coś z czego równie szybko się nie wychodzi.
9. Sama nie jesteś autentyczna.
Jak coś Cię niepokoi nie mówisz o tym, by nie wyjść na słabą. Jak masz zły nastrój uśmiechasz się. Jak nie masz ochoty na sex uprawiasz go by Pana nie wystraszyć. Naprawdę? Długo tak zamierzasz? Lata? Wiesz co się dzieje dalej? Kiedy już nie wiesz czy ja to ja? Siedasz u psychologa i mówisz, że kompletnie nie wiesz kim jesteś i czego chcesz.
10. Każdego dnia myślisz, że nie zasługujesz na szczęście.
Jesteś niedostatecznie piękna, mądra, bogata, masz bagaż emocjonalny bądź jakąś dolegliwość lub chorobę. Nie widzisz nic co można byloby w Tobie pokochać. Przecież nikt takiej Cię nie zechce, wiec jeśli zdarza się KTOKOLWIEK ogarnia Cię zdziwienie i pragnienie by przekonać go (a tak naprawdę siebie), że jesteś warta kochania. I czytasz te mądre artykuły i wtedy małe światło Ci miga, ale kilka godzin później znów ciemność. Tak Moja Miła (Mój MiłY) to tu cały problem. To tu ukryte są wszystkie sekrety Twojego ciepienia. Jedyna najważniejsza osoba nie umie Cię kochać- TY SAM. Bez tego żadnej milości nie będzie. Dziś zacznij! Zrozum i ciągle sobie potarzaj, że nikt w tym momencie nie jest wspanialszy niż Ty, nikt nie zasługuje teraz bardziej na miłość i dumę z istnienia niż TY! I drukuj sobie te artykuły! Noś w torebkach, pisz na kartce sobie miłe słowa, mów do siebie łagodnie, wybacz wszystko, przebacz też innym i idz z głową wysoko, wiedząc, że właśnie tego dnia zdecydowałeś sie w KONCU stworzyć wspaniały związek z samym sobą. I pamiętaj to będzie DŁUGA droga, trudna, na początku niezrozumiała, ale jedyna właściwa, którą masz iść.
Zacznę jednak od POCZĄTKÓW.
Byłam młoda i nowy partner zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Miał świetne wykształcenie, dobrze rokującą pracę, był wysoki, dobrze zbudowany i z poczuciem humoru. Ja jeszcze nie pracowałam, kończyłam studia, a tu taki Autorytet zwrócił na mnie uwagę. WOW.
Ufność to moja cecha dominująca i nawet on jej nie zniszczył.
Nie jest to zła cecha, ale niestety łatwo stać się ofiarą wyrachowanego działania. Nie wspomnę, ze idealnie spasowałam się z DDA, ah, nieuświadomionym. Jednak czego można było się spodziewać po osobie wychowanej przez matke z DDA? Właśnie tego :-)
Podstawowe cechy osoby DDA i jej dzieci to branie odpowiedzialności za wszystko na siebie (jak również zrzucanie na innych w niemocy poradzenia sobie z jej ciężarem) , duża nieufność do świata oraz niezdolność odczytywania i przeżywania własnych uczuć (brak zaufania do własnej osoby i własnych sądów).
Jak sie zaczynają toksyczne związki?
1. Zwykle zaczynasz widzieć w partnerze Wybawce, Autorytet i nadajesz mu nadludzkie wartości.
Wręcz perfekcyjnie wypierasz wszelkie jego wady, a nawet fakty, które wskazują na to, że czekają Cię problemy.
Oczywiście, każdy widzi świat przez różowe okulary na początku znajomości. Jednak wierzcie mi, mechanizm zdrowej osoby nie jest aż tak selektywny jak nasz. Nie nasza wina, całe życie wypieraliśmy toksyczność zachowań własnego rodzica, skąd mamy umieć obronić się przed następnym niezdrowym egzemplarzem w naszym życiu?
Po pierwsze na początek trzeba nazwać rzeczy po imieniu we własnym dzieciństwie. Tak, byłam wiele razy ofiarą manipulacji emocjonalnej i niekiedy przemocy jaką stosowało dwóch najbliższych mi wtedy ludzi. Moich własnych rodziców.
2. W każdej emocji partnera widzisz własną sprawczość, wręcz winę. Jesteś odpowiedzialna za wszystko co sie dzieje. Strasz sie kontrolować, by tym razem wszystko poszło dobrze.
Tak odpowiadałaś za emocje rodziców za dzieciaka, to teraz odpowiadasz za cały świat. Prosta droga do nikąd. Odpowiadasz tylko za siebie. Jeśli ktoś nie radzi sobie z emocjami pozwól mu wziąć za nie odpowiedzialność. Baaa! Nawet ja sobie nie radziłam, ale musiałam ten ogrom ciężkich emocji przerobić. Wzięłam odpowiedzialność. Dla każdego to jedyna droga, by czuć się wolnym i znaleźć odpowiedzi na dręczące nas pytania.
3. Wszystko byleby tylko mnie nie ODRZUCIŁ. Klasyczny, wręcz paniczny lęk przed odrzuceniem.
Nie ważne czy kochasz, czy Ci się podoba, czy imponują Ci jego wartości. To wszystko jest nie ważne, najważniejsze by nie zostawił Cię. Wszak wmówiłaś sobie, że żyjesz dzięki mężczyźnie z którym jesteś bez względu na to czy go kochasz, czy on kocha Ciebie, czy doświadczasz przemocy, czy milion innych rzeczy.
Wyjścia są w zasadzie 3 z czego od razu mówię, że tą ostatnią odrzucicie przez uwielbienie do komplikacji życia.
* wejdziesz w związek z osobą toksyczną i cały czas, nieraz lata będziesz starała się by Cie nie odrzucił- później to juz nawet nie bedziesz wiedziała o co się tak starasz i jak się nazywasz. Będziesz tylko wiedziała, że Cię już nie ma, a i tak udaje Ci sie znikać bardziej i bardziej.
<Przeszłam i nie polecam>
PS.1< cudem przeszłam i większość kobiet z tego nie wychodzi! wiec tym bardziej nie polecam!>
PS.2-< jeśli jesteś w takim związku pewnie sobie myślisz "u mnie to jeszcze nie jest aż tak toksycznie, w zasadzie to sporo winy leży we mnie" ho ho to znak potwierdzający wielkie kłopoty w których się znalazłaś. >
*wejdziesz w zwiazek z osobą, której nie bedziesz kochała lub z którą będziesz nieszcześliwa. Na początku bedziesz dążyć do tego by poczuć pewność, że Cię nie opuści, gdy trafisz równie pogubioną duszę zobaczysz, że jesteś dla niej "przetrwaniem", "żyć albo nie żyć", a taka odpowiedzialność jest ponad siły większości ludzi. Miłość to wybór, a nie uzależnienie.
*poznasz kogoś o niesamowitej empatii i inteligencji emocjonalnej, który pomoże Ci wyplątać się z zawiłości własnego sytemu postrzegania. Okaże Ci szacunek i zrozumienie oraz obdaży bezwarunkową milością. <3
Oh marzenie, ale cóż tak się zwykle nie dzieje, a nawet jeśli zdarzy Wam sie to szczeście i tak musicie przejść emocjonalną terapię by potrafić takie uczucie przyjąć. Zwykle z góry zakładamy, ze każdy nowy osobnik będzie naszym Wybawicielem, a tak naprawdę to my mamy stać się własnymi Zbawcami.
Wiem wiem. Trudno opuścić fantazję z Pretty Women, Kopciuszka i innych romantycznych dzieł kinematografii, lecz warto to zrobić. Jednak jeśli w jej miejsce ma wejść ta o nas zdolnych do wyjścia z każdej opresji, potrafiących zadbać o swoje potrzeby, rozwijających się i pełnych pasji to zdecydowanie lepsza opcja na prawdziwe życie.
4. Nie słuchasz intuicji.
Niemal z uporem maniaka tworzysz alternatywną rzeczywistość, której nie ma.
Przykład:
Moj poprzedni 9 letni związek:
1) Czułam, że coś jest nie tak. (pół roku pozniej okazało się że mieszkał jeszcze ze swoją ex- jak zaczynaliśmy nasz zwiazek)
2) Zabawa w jednorękiego bandytę nie jawiła mi się jako hazard.
3) Sączenie piwa lub drinków dowodziła, że jest rozrywkowy.
4) Nie wspomnę o tym, że kompletnie nie zwróciłam uwagi na to,że nie liczy się z moim zdaniem, że jest daleko emocjonalnie.
5. Nagle całe inny świat przestaje istnieć.
Znajomi na bok, zainteresowania na bok (lub nagle interesujesz sie tym czym on), liczy się tylko on. Moje drogie Panie (i Panowie), nasz świat jest nam niezmiernie potrzebny, by być sobą. Tak, trudne to. Szczególnie, że w dzieciństwie nie wyrobiliśmy silnej osobowości, a teraz wszystko co z nami nie związane zdaje się być fajniejsze i lepsze, ale to już nasza praca do odrobienia. Odnajdźmy się teraz, powoli próbujmy nowych rzeczy i zwracajmy uwagę na własne odczucia, wsłuchujmy się w siebie, twórzmy wyraźny obraz własnego ja.
6. Oczekujesz wynagrodzenia za krzywdy dziecka.
Partner winny Ci jest dać miłość bezwarunkową jakiej nie dostałaś jako mała istota. NIE! To nie zadanie nowego partnera.
BA! Jak któryś Ci obieca na początku całkowite oddanie, miłość bezgraniczną i uzna Cię za anioła, który pojawił się w jego umęczonym świecie- WIEJ! toksyczni panowie jak nikt potrafią obiecać złote góry z których kiedyś będziesz spadać nieskończenie.
7. Masz obsesje kontroli.
Chcesz tak ułożyć związek, emocje swoje i jego, żeby tym razem w końcu był happy end. Jeśli pragniesz happy end'u zakończ kontrolę. Puść liny, niech wszystko ułoży się naturalnie, niech dobre zostanie, a zle odejdzie. Poprzez kontrolę nawet nie zauważysz jak wplątasz się w chory związek, miłość to nie uzależnienie (siebie od kogoś- kogoś od siebie) - to wybór.
8. Robisz wszystko by zasłużyć na miłość.
Kochana zasługujesz na nią już teraz, jesli musisz coś robić by tak było oznacza to, że te uczucie nie stało nawet troche obok miłości. Pozwól sobie na prawdę, by nie wejść z uporem maniaka w coś z czego równie szybko się nie wychodzi.
9. Sama nie jesteś autentyczna.
Jak coś Cię niepokoi nie mówisz o tym, by nie wyjść na słabą. Jak masz zły nastrój uśmiechasz się. Jak nie masz ochoty na sex uprawiasz go by Pana nie wystraszyć. Naprawdę? Długo tak zamierzasz? Lata? Wiesz co się dzieje dalej? Kiedy już nie wiesz czy ja to ja? Siedasz u psychologa i mówisz, że kompletnie nie wiesz kim jesteś i czego chcesz.
10. Każdego dnia myślisz, że nie zasługujesz na szczęście.
Jesteś niedostatecznie piękna, mądra, bogata, masz bagaż emocjonalny bądź jakąś dolegliwość lub chorobę. Nie widzisz nic co można byloby w Tobie pokochać. Przecież nikt takiej Cię nie zechce, wiec jeśli zdarza się KTOKOLWIEK ogarnia Cię zdziwienie i pragnienie by przekonać go (a tak naprawdę siebie), że jesteś warta kochania. I czytasz te mądre artykuły i wtedy małe światło Ci miga, ale kilka godzin później znów ciemność. Tak Moja Miła (Mój MiłY) to tu cały problem. To tu ukryte są wszystkie sekrety Twojego ciepienia. Jedyna najważniejsza osoba nie umie Cię kochać- TY SAM. Bez tego żadnej milości nie będzie. Dziś zacznij! Zrozum i ciągle sobie potarzaj, że nikt w tym momencie nie jest wspanialszy niż Ty, nikt nie zasługuje teraz bardziej na miłość i dumę z istnienia niż TY! I drukuj sobie te artykuły! Noś w torebkach, pisz na kartce sobie miłe słowa, mów do siebie łagodnie, wybacz wszystko, przebacz też innym i idz z głową wysoko, wiedząc, że właśnie tego dnia zdecydowałeś sie w KONCU stworzyć wspaniały związek z samym sobą. I pamiętaj to będzie DŁUGA droga, trudna, na początku niezrozumiała, ale jedyna właściwa, którą masz iść.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
