Moje objawiało się kompulsywnymi zakupami, huśtawkami emocjonalnymi, dawnym paleniem papierosów, miałam też okres większego spożycia alkoholu. O uzależnieniu od ludzi nie wspomnę.
Od partnerów, od rodziców dysfunkcyjnych, ho ho ho. Nazbierało się tego.
To mechanizm. Bardzo podstępny mechanizm.
Zaczęło się dawno temu. Z powodu dysfunkcji w Waszym domku doszło do skupienia uwagi całej rodziny na "ratowaniu". Ratowaliśmy się wszyscy.
Paleta dysfunkcji jest obszerna, zazwyczaj ratujemy innych PONIEWAŻ dotyka ich:
Alkoholizm (rodziców, rodzeństwa)
Choroba ( chroniczna, emocjonalna )
Ryzykowane przedsięwzięcia, brak stabilizacji
Inne uzależnienia
Problemy z pracą
Neurotyczność
Narcyzm
ect.
Problem mimo uwagi rodziny nie znikał. Pojawiło się uczucie bezradności, ale mimo wszystko wszyscy starali się ratować sytuację, bo w naszej świadomości budowało się latami przekonanie, że szczęście uzależnionego lub chorego to też nasze szczęście. Powstał cel- uleczyć sytuację. Miało to nam dać zdrowie.
Zdrowie uzależnionego= Nasze Szczęście
I zaczęło się. Tłumaczenie, skupianie na nim uwagi, ratowanie, besztanie, płacz, bezsilność i coraz większa wiara, że od tego zależymy my sami. Odwrotnie proporcjonalnie on też widział, że od UZALEŻNIACZA zależy on sam. I tak właśnie wszyscy staliśmy się jedną masą wspólnie splątanych oczekiwań i idących za tym zawodów.
Myślę, że lista moich żali do rodziców, rodzeństwa jest wręcz niekończona. Nie trzeba jej rozpisywać i analizować. Oni też pewnie mają listę antyLena. To naturalne, że w naszej dysfunkcji zaczęliśmy się kiedyś zapętlać. Nierealne oczekiwania zrodziły toksyczne emocje, które lekką strużką drążyły nasze osobowości, by z impetem rozbroić całą konstrukcję.
Ja? Co kierowało moim życiem?
Muszę ratować rodziców, bo jak już staną na nogi, w końcu będę mogła normalnie żyć.
Skoro od początku do teraz (czyli 30 lat) nie udało im się żyć stabilnie, oznacza to że moment, którego tak wyczekiwałam nigdy nie nadejdzie.
Rodzice wiedzieli, że mogą nas prosić o przysługi i przyzwyczaili się, że to jest wręcz naszym obowiązkiem. Doszło do sytuacji, że tata kilka razy w tygodniu dzwonił z prośbami o pożyczki, przysługi i ratowanie jego wielkiej mości. Mama mu oczywiście w tym akompaniowała dumnie wygłaszając, że tyle im w życiu zawdzięczamy. Relacja zaczęła bazować tylko na poczuciu winy, obowiązku i powinności, kto chciałby się w tym miejscu znaleźć?
Jego fałszywy obraz działa do tej pory. Ostatnio rozmawiając z nim o jakiejś sprawie. Nawiązał do zdarzenia z pół życia wstecz i to też odebranego przez zakrzywiony obraz jego własnego schorowanego ego. Po co? By wzbudzić moje emocje. Miałam wtedy studniówkę, poznałam wspaniałego chłopaka, który wziął mnie na bal, ale chciał to uczynić w sposób szarmancki i przedstawić się moim rodzicom. Niestety zamknięto mu przed oczami drzwi, ależ mi bylo wstyd. To był mój dzień! Po czym następnego dnia usłyszałam, ze jestem niewdzięcznym dzieckiem, gdyż pomyślałam o sobie, gdy tata ciężko chorował. Tak był wtedy chory. Jednak już wtedy wszystko kręciło się wokoło jego biznesów, samopoczucia i nastrojów. Stąd sama sobie starałam uczynić mój wyjątkowy dzień wielkim. Jak się dalej okazało chłopak już sie nie odezwał (to wyglądało naprawdę słabo, gdy nie odpowiedział dzień dobry zamykając drzwi), a ja zostałam z wstydem i budowałam poczucie, że nie zasługuje na uwagę. Dodatkowo, ze skupianie uwagi na sobie jest złe. Dalej już szło jak zwykle. W momentach kiedy kolejny rok z rzędu nie dostawałam prezentu na urodziny, bo "akurat nie było pieniędzy". Później chodziłam za nimi żebrząc o niego :-). Oj, człowiek nawet nie myśli, ze takie rzeczy budują nasze ja. Oczywiście moje pierwsze zarobione pieniądze trzeba było im pożyczyć, gdzie jak się domyślacie zwrotów nie było :-P. I tak latami prosiłam się o zwrot którejś z wielu pożyczek. Skończyło się tym, że nigdy ich nie widziałam.
Spotkania znajomych i stałe podkreślanie, ze biedni rodziciele nie mogą na nas liczyć. Stalo się już tradycją, że jak było jakieś spotkanie rodzinne lub bliskich. Rodzicie prezentowali ich ciężki los, w którym poświęcali się niewdzięcznym dzieciom. Gdzie każdy wie, że jedno dziecko zgodziło sie otworzyć firmę na siebie (zadłużyć na 70 tys) i wciąż jest dzieckiem niewdzięcznym, a dwójka innych stale spelniała ich prośby.To nie miało znaczenia. Byliśmy niewystarczająco dobrzy.
Dlaczego tak bardzo chciałam ich wsparcia? Gdyż nie wierzyłam, że sama mogę zapewnić sobie opiekę i zadbać o swoje potrzeby. Pomaganie im chroniło mnie przed wzięciem odpowiedzialności na własne barki. Ciężko się z tego wyplątać, gdyż ten schemat powstawał latami i oczywiście moje uzależnienie od nich pogłębiało się. W momencie w którym zorientowałam się, że żyje w niezdrowych relacjach miałam już nerwicę. Na szczęście wszystko idzie już w dobrym kierunku. Osobowość nabrała kształtu, a zaufanie do własnych osądów wzrosło.Teraz wiem, że:
miałam prawo do celebrowania swojej studniówki i pełnej uwagi
do zwracania uwagi na moje urodziny
do zatrzymania pierwszych zarobionych pieniędzy
do dodecnienia mnie za fakt bycia
do miłości za sam fakt że jestem (nie powinnam była na nią sobię zasłużyć)
Prawdę mówiąc pisząc ten wpis rozdrapałam coś co powinnam już zamknąć, ale zrobiłam to by opisać bardzo chory mechanizm współuzależnienia, który jest niewiarygodnie niszczący dla wszystkich jego członków. Trzeba szybko przeciąć te liny zależności. Jeśli chcecie popracować w tym temacie polecam społeczności Al anon, terapie współuzależnień lub DDA. Ewentualnie pomocna będzie również praca z psychologiem. Jak wiec wyjść z współuzależnienia? Trzeba uświadomić sobie, że nie odpowiadamy za nałóg, chorobę bądź dysfunkcje tej osoby. Bez względu na to ile siebie poświęcimy, nie wpłyniemy w ten sposób na drugą osobę, a często nawet zatrzymamy ją w uzależnieniu zdejmując z niej odpowiedzialność. Osoba cierpiąca na współuzależnienie, musi wiedzieć też o tym, że problem przechodzi na inne osoby, a szczególnie łatwo wciąga w to dzieci, powodując tym, że problem niszczy życie kolejnego pokolenia. Dzieci widzą zachowania współuzależnionego rodzica i uczą się tak funkcjonować. Tym o to sposobem 3 wspaniałe osoby (ja i moje rodzeństwo) staliśmy się wymęczonymi, schorowanymi duszami, zamiast ten wspaniały potencjał wykorzystać. Nic straconego, on nadal w nas jest. :-))))))
Ja już im wybaczyłam i to co robią widzę bez filtrów korygujących. Kiedyś to wypierałam, czciłam ich wspaniałość i doszukiwałam się problemu w sobie. Nie znaczy, ze mnie to teraz nie dotyka, ale wiem już że nie mam na to wpływu. Odpuszczam wiec kontrolę i zdejmuję moją odpowiedzialność.
Wiem, że ciepiąc na współuzależnienie chcemy pomóc. Chcemy w końcu objąć kontrolą to przerażającą przestrzeń problemu. Chcąc zdrowia uzależnionego musimy zrozumieć, że pomaganie to nie ściąganie odpowiedzialności z osoby dysfunkcyjnej. To zabrzmi brutalnie, ale tuszując wybryki, stwarzamy dogodne warunki do tkwienia w nałogu. Dopiero gdy się wycofamy, swoje własne potrzeby uczynimy priorytetem, dopiero wtedy pozwolimy by ta osoba mogła coś pojąć. Nie ponosimy żadnej odpowiedzialności za to co się dzieje u tej osoby. ŻADNEJ.
Wiedzmy, że większość z nas w większym lub mniejszym stopniu doświadczyła zaniedbań w domach rodzinnych. Nie czujmy się przytłoczeni, że mamy teraz bagaż nie do zdjęcia. Uznajmy, że to motywacja. Uwaga i miłość do samego siebie to nasz cel by dusza już nigdy nie musiała błądzić i cierpieć. Będzie ciężko, ale efekt będzie zwieńczeniem naszej trudnej drogi.
ĆWICZENIE:
Na kartce należy wypisać kilka sytuacji, w których zostaliśmy poproszeni o przysługę i zgodziliśmy się ją spełnić, choć nie chieliśmy. Potem do każdej z tych sytuacji trzeba dopisać nasze odczucia:
Co zyskaliśmy i co straciliśmy spełniając prośbę, oraz co by się stało, gdybyśmy jej nie spełnili.
1. Spójrz jakie myśli i uczucia pojawiają sie gdy przesuwasz własne granice dalej niż planowałeś?
Czy są to myśli typu? muszę to zrobić inaczej odrzuci mnie, lub uzna mnie za niewdzieczną, złą
powinnam pomóc bo jestem córką, jeśli teraz nie pomogę to jak znowu upadnę zostawią mnie
Jak niedługą staną na nogi to mi pomogą (nie staneli od 30 lat)
Uczucia: strach, niepokój, powinność, smutek, obrzydzenie, złosć, niemoc,
2. Za każdym razem, kiedy pojawi się dana myśl, zaznacz to wraz z określeniem, której granicy to dotyczy.
Wczęśniej sprawdź jakie są granice, które są w Twoim przypadku przekraczane.
Moje to:
Narzucenie obowiązku opieki nad rodzicem. Pożyczanie pieniędzy i proszenie sie o zwrot.
Manipulacja emocjonalna- mechanizm poczucia winy, powinności, wymuszanie
Naruszanie mojej przestrzeni- pranie w moim pokoju, branie moich rzeczy, wchodzenie bez pukania,
o róznych porach,
Objawy choroby mamy- ataki wściekłości i nieuzasadnione wybuchy
3. Po kilku dniach wypełniania Tabeli przyjrzyj się, które myśli „poszerzające” Twoje granice występują najczęściej. Z dużym prawdopodobieństwem są to przekonania, które pozwalając na przekraczanie Twoich granic w konsekwencji stają się przyczynami objawów, o których mowa w ćwiczeniu zatytułowanym „Barometr naruszania granic”.
Refleksja
Wykonując to ćwiczenie po pewnym czasie granice, których być może nie dostrzegasz staną się dla Ciebie widoczne, nauczysz się je rozpoznawać już po objawach, a także utrwalisz je, określając, na ile i z których możesz zrezygnować w bezpieczny dla Ciebie sposób. Zauważysz również, co Tobą kieruje, kiedy zgadzasz się na to, by po raz kolejny Twój partner je przekroczył. Można zauważyć, czy występuje jakaś cykliczność i jakie ponosisz koszty przypływów i odpływów.
Możliwe, że zauważysz, że określone myśli powodują przesunięcie jednej, lub kilku określonych granic. Jednak potem być może występuje stopniowe ich naruszanie, co z kolei prowadzi do natrętnych myśli, nasilenia objawów i w konsekwencji – kolejnego kryzysu.